Świat stanął na głowie

We współczesnym świecie de facto nie istnieje sprzedaż egzemplarzowa, media żyją z reklam. Zaś pieniądze wędrują tam gdzie jest łatwiej je wydać. Jedna umowa, duży rabat, kick back (czytaj łapówka) i „wszyscy” są szczęśliwi. Reklamodawca powierzył pieniądze uznanej marce, POŚREDNIK ma zysk. Można zaraportować sukces!

Dobremu marketerowi / trackerowi z domu mediowego dość łatwo udowodnić, że w TV czy dużym portalu są wszyscy. Chcesz dotrzeć do matek karmiących? Małych przedsiębiorców? ONI u nas są! Zapewne, tylko po co tam przychodzą? Po to aby przeczytać / obejrzeć reklamę np. Office 365 czy raczej żeby poplotkować? Jak jest generowany ruch? Czy nie jest to przypadkiem sztuczne podbijanie oglądalności za sprawą taniej sensacji?

Szczyt wszystkiego

Szczytem bezczelności jest przesyłanie reklam pod szyldem informacji prasowej – „Nowy, rewolucyjny produkt XXX za YYY złotych już dostępny w sieci sprzedaży”. Do niedawna za tego typu ogłoszenia drobne w Życiu Warszawy czy Gazecie Wyborczej trzeba było zapłacić określone pieniądze. Dziś sprawę załatwia PR – jest za free.  Pozornie, gdyż ogłoszenie drobne kosztuje zdecydowanie mniej…

Reklamodawca żyje w błogim przeświadczeniu, że skoro zapłacił za obsługę PR to po sprawie. Opublikują. I niestety często tak jest. Czy jednak opłata za kablówkę załatwia problem abonamentu RTV? Nie sądzę, zyskiem wypada się podzielić.

Gdzie jest wabik?

Dla niektórych uczestnictwo w konferencji ze strawą i gadżetami jest swoistym wyróżnieniem.  Cóż dopiero gdy w grę wchodzi zagraniczny wyjazd? Wielu się skusi, zwłaszcza jak przy okazji zyskuje darmowe mile w programach lojalnościowych.

Na koniec dnia jednak jest wydawca i księgowa. Jakie pożytki mamy z tego, że nasz przedstawiciel udał się konferencję? Prezenterzy dostają za to pensję, a my mamy pracować za darmo? Czy fałszywa wizja przyszłych, potencjalnych zysków jest wystarczającym uzasadnieniem. Nie sądzę.